Błazen prezydentem, raper posłem

Jimmy Morales z hasłem "Ani skorumpowany, ani, złodziej"
Jimmy Morales z hasłem "Ani skorumpowany, ani, złodziej" www.jimmymoralesforpresident.com
W ubiegłą niedzielę, 24 października, nie tylko Polacy udali się do urn wyborczych. Dziesięć tysięcy kilometrów dalej, kilka stref czasowych wstecz i w temperaturze o dziesięć stopni cieplejszej także głosowano, również oczekując zmiany. W Argentynie odbyła się pierwsza tura wyborów prezydenckich, w Gwatemali na głowę państwa wybrano komika.

W tym samym czasie Polacy na posłów wybrali Liroya i Kukiza. Głową państwa gwatemalskiego został komik telewizyjny, Jimmy Morales, prezentujący skrajnie prawicowe poglądy, zwolennik Wielkiej Gwatemali (tak wielkiej, że obejmującej Belize), wywodzący się z Frontu Konwergencji Narodowej.


Jimmy Morales to 46-letni Gwatemalczyk, który od lat króluje na gwatemalskich scenach i telewizyjnych ekranach. Z poczuciem humoru, a może i z poczuciem społecznego obowiązku, zdecydował się na start w tegorocznych wyborach. Hasło wyborcze, z jakim błazen z Mezoameryki wygrał wybory to „Ni corrupto, ni ladrón”, co przetłumaczyć można na obiecujące zapewnienie „Ani skorumpowany, ani złodziej”. Zwycięstwo komika może wzbudzać mieszane uczucia, mimo że nie jest ono wielkim zaskoczeniem.

Podobnie jak sukces Liroya, który już rok temu posiadł wszelką wiedzę dotyczącą prowadzenia kampanii wyborczej.



W kwietniu 2015 roku gwatemalskie społeczeństwo zalała fala skandali związanych z byłym prezydentem Otto Perezem. Zaprzysiężony w 2011 roku, został zdymisjonowany na kilka dni przed pierwszą turą tegorocznych wyborów. Prokuratura potwierdziła jego udział w aferze korupcyjnej dotykającej służb celnych oraz zebrała dowody na przyjmowanie licznych łapówek; podejrzewa się, że był członkiem mafii. W sierpniu został aresztowany.

Ówcześnie poparcie dla Jimmy'ego Moralesa oscylowało w okolicach pół procenta. Sytuacja zmieniła się diametralnie, kiedy zobaczono w nim remedium na wcześniejsze rządy. Oficjalnie, drugą turę, w której pokonał byłą pierwszą damę Sandrę Torres – żonę Álvara Coloma, prezydenta Gwatemali w latach 2008-12, wygrał zdobywając 67% głosów.

Informacja, która potencjalnie budzić może uśmiech na twarzy oraz pobłażliwe westchnięcie: „ech, ta Ameryka Łacińska”, w Polsce nabiera nieco innego wymiaru. W polskim parlamencie także zasiądą przedstawiciele „branży rozrywkowej”, również prawicowi i obiecujący prawdę, prawo oraz sprawiedliwość. Eurocentryczne i wyższościowe podejście do państw rozwijających się odbija się nagle od lustra i uderza z powrotem w naszą „zieloną wyspę”.

Gwatemala ma komika, Polska Liroya. Ciekawe, co każdy z nich szykuje w prezencie pod choinkę (i właściwie dla kogo).


Dla przypomnienia:

Terytorium Gwatemali jest niemal trzy razy mniejsze od Polski, jej populacja liczy niespełna 14 milionów ludzi.

Od 1821 roku wchodziła w skład Zjednoczonych Prowincji Ameryki Środkowej, potem była okupowana przez Meksyk. W 1839 roku proklamowana została jako niepodległa republika, w skład której wchodził także teren Brytyjskiego Hondurasu (czyli współczesne Belize, które w 1981 roku uzyskało niepodległość).

Połowa gwatemalskich dzieci przed 14 rokiem życia jest niedożywiona, a jedna trzecia społeczeństwa żyje w warunkach skrajnego ubóstwa.

Gwatemala jest krajem niesamowitym pod względem różnorodności kulturowej – posiada 23 języki urzędowe, kulturę Majów, etc. Odznacza się także niezwykłym bogactwem naturalnym.

Prezydent jest szefem rządu, jego kadencja trwa 4 lata.
Trwa ładowanie komentarzy...