Masakra na Placu Tlatelolco: Meksykanie pamiętają, Meksyk próbuje zapomnieć

Zdjęcie z tegorocznego marszu upamiętniającego Masakrę na Placu Trzech Kultur
Zdjęcie z tegorocznego marszu upamiętniającego Masakrę na Placu Trzech Kultur www.jornada.unam.mx
2 października, jak co roku ulice dookoła Centro Histórico w sercu miasta Meksyk, zostały pieczołowicie osłonięte karbowanymi płatami blachy. Prowizoryczny płot osłaniał zabytkowe budynki i przypadkowych przechodniów przed potencjalnymi aktami wandalizmu maszerujących ku pamięci Masakry z Placu Tlatelolco w 1968 roku.

W 68. od oburzenia i protestów płonęły nie tylko europejskie stolice. Tego roku wrzał cały świat, także ten położony na południe od stanu Texas w USA. Choć w Meksyku wrzeć zaczęło kilka miesięcy wcześniej, rząd prezydenta Gustava Díaza Ordaza liczył, że protesty uda się schłodzić i rok 1968 przejdzie do historii Meksyku jako rok przełomowy. 5 lat wcześniej Międzynarodowy Komitet Olimpijski wybrał Mexico City na stolicę XIX Letnich Igrzysk Olimpijskich. Wydarzenie to miało dla rządu szczególne znaczenie; oto pierwszy raz od Rewolucji Meksykańskiej państwo miało szanse na zaistnienie w międzynarodowej świadomości. Pokazać się jako miejsce współczesne, tolerancyjne i otwarte – nowy Nowy Świat.


Poza tym Meksyk był pierwszym państwem z grona rozwijających się, któremu powierzono organizację Igrzysk. Kolejna z Ameryki Łacińskiej będzie Brazylia w 2016 roku. Komitetowi Olimpijskiemu nie przeszkadzały nawet warunki geograficzne (miasto Meksyk położone jest na wysokości 2250 m n.p.m.). Pech chciał, że statystycznemu Meksykaninowi dużo bardziej zależało na zbilansowanym posiłku i dostępie do opieki medycznej niż błyszczeniu państwa za pieniądze, które mogłyby rozwiązać inne problemy. Sukcesy rządu były kolejnym powodem do wyrażenia swojej dezaprobaty.

Kulminacja protestów nastąpiła 2 października 1968 roku, na 10 dni przed oficjalną inauguracją Igrzysk. Ulicami Meksyku w marszu protestacyjnym przeszło 15 tysięcy studentów z różnych środowisk akademickich, szli razem z robotnikami, pracownikami naukowymi, rodzinami i przyjaciółmi. Kilka godzin później pięć tysięcy spośród maszerujących zebrało się na pokojowym wiecu na Placu Tlatelolco. Plac oficjalnie funkcjonuje pod nazwą Placu Trzech Kultur: Tenochtitlanu (azteckiej), hiszpańskiej i meksykańskiej (współczesnej).

Tuż po zachodzie słońca, podczas tak zwanej „niebieskiej godziny”, kiedy niebo przybiera kolor głębokiego błękitu, kordon czołgów i wozów pancernych otoczył cały plac. Po czym otwarto ogień. Na Placu Trzech Kultur zatriumfowała współczesna kultura meksykańska w swojej najgorszej odsłonie, strzelano do wszystkich bez wyjątku. Meksykański danse macabre obejmował sprawiedliwie: przewodniczących wiecu, ich przyjaciół i rodziny, przypadkowe osoby, dziennikarzy, wszystkich obecnych. Zgromadzeni zostali poturbowani, budynki przylegające do placu zostały przeszukane przez policję oraz grupy bliżej niezidentyfikowanych "służb".

Po trwającej całą noc masakrze władze wydały 44 ciała, dziesięciu z nich nie zidentyfikowano do dzisiaj. Nie ustalono także oficjalnej liczby zabitych, historycy podają szeroki przedział od kilkudziesięciu do ponad 300 ofiar. W 2008 roku, w czterdziestą rocznicę wydarzeń z Tlatelolco, Javier Zúñiga, doradca specjalny Amnesty International oraz jeden z obecnych na Placu Trzech Kultur w tych słowach mówił o pechowej październikowej nocy:

“Ściemniało się już, gdy rozpoczęto strzelanie, więc trudno było zobaczyć co się dokładnie działo. Jednak pamiętam dokładnie, jakby to było wczoraj, że wojsko zaczęło nacierać na plac przed początkiem strzelaniny, a nie tak jak utrzymywały źródła rządowe, w odpowiedzi na wystrzały. Przerażeni ludzie rozbiegli się we wszystkich kierunkach krzycząc - armia nadciąga, armia nadciąga! - Niedługo potem wydawało się, że ciała pokryły cały obszar placu.

Wróciłem następnego dnia, wczesnym rankiem, i zobaczyłem stosy pasków i butów. Nawet mimo widocznych i tak oczywistych prób pozbycia się kałuż krwi, nie udało się ich zmyć. Widziałem jeszcze na betonowych słupach dziury po kulach, które znajdowały się akurat na wysokości głowy dorosłego człowieka”.


Tegoroczny marsz, jak co roku, ruszył z Placu Trzech Kultur do Zócalo – głównego placu stolicy – pokonując niespełna trzykilometrową trasę otoczoną płotem z blachy i tysiącami uzbrojonych funkcjonariuszy policji. Tym razem jednak poza upamiętnieniem wydarzeń sprzed 47 lat marsz szedł także z 43 innych powodów.

26 września ubiegłego roku w Iguali w stanie Guerreo zaginęło 43 studentów z Kolegium Nauczycielskiego Ayotzinapa. Tydzień później pod miastem odkryto cztery groby zbiorowe. Do tej pory nie wiadomo czy znajdujące się w nich ciała należą do studentów z Ayotzinapy. Zaginieni pozostają zaginionymi.

Studenci z Iguali, tak jak ci z Placu Tlatelolco chcieli być częścią demokracji, która z pieczołowitością została wtłoczona z europejskiej na meksykańską ziemię kilka wieków temu. Chcieli tworzyć, rzeczywiście to robili, społeczeństwo obywatelskie niebojące się podnosić głosu i zgłaszać sprzeciwu. Tymczasem historia zdaje się zataczać koło, a studenci powinni siedzieć cicho.

Tegoroczny marsz rozpoczął się o 16. Na jego czele szli przedstawiciele Komitetu 68’ oraz rodziny zaginionych z Iguali. Marsz zakończył się wybuchem kilku koktajli Mołotowa i hukiem petard. O 20 po manifestacji nie było już śladu. Ekipy sprzątające zmywały obelżywe napisy z karbowanej blachy przygotowując ją na następny rok. Meksykańskie media podają, że wydarzenie przebiegło spokojnie, obyło się bez groźnych incydentów. Brakowało tylko tych 43.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...